Postawa chrześcijańska i kapłańska ks. Józefa Czemerajdy. Wierny w sprawach małych i największych

Ks. Józef Czemerajda, proboszcz z Czartowca zamordowany przez Sowietów w Charkowie w 1940 r., przez dziesięciolecia żył w pamięci i modlitwie swoich parafian. O jego postawie chrześcijańskiej i kapłańskiej pisze Elżbieta Szmigielska-Jezierska.

Ludzie wiary obserwują dziś postępujący, bolesny proces sekularyzacji kapłaństwa. Światowe, świeckie tendencje, mówiąc wprost – antyduchowe, odzierają ten sakrament, ustanowiony przez Chrystusa przed Męką, z resztek godności i sacrum. Niestety przenikają one podstępnie do wnętrza Kościoła. I atakują najsłabszych duchowo świeckich i księży. Nic nowego, taka była zawsze strategia złego ducha, który przekonywał jako ojciec kłamstwa: „jestem, którego nie ma”. W medialnej narracji środowisk lewicowo-liberalnych, nastawionych antyklerykalnie, eksponowane i uogólniane są przykłady upadków kapłanów, a zamilczane i pomijane postawy heroicznej wierności i ofiarnej miłości do Chrystusa i ludzi. Uderzenie w pasterzy to pierwszy akt strategii niszczenia Kościoła i Polski. Był tego świadomy Prorok, Prymas Tysiąclecia bł. Stefan kard. Wyszyński, który mówił, że jeśli przyjdą zniszczyć naród, zaczną od Kościoła, który jest siłą tego narodu.

Oczywiście te dewastacyjne próby były podejmowane w historii Kościoła od samego początku, ale zawsze wniwecz obracali je święci – bezgranicznie ufający i wierni wcielonemu Bogu, Jezusowi Chrystusowi, wskazujący nam, grzesznym, jedyną i bezpieczną drogę.

Tę pielgrzymkę ludzi Boga otwiera Niepokalana i całe zastępy herosów wiary, nadziei i miłości – świętych pasterzy, zakonnic, świeckich kobiet i mężczyzn. Są obecni w wypowiadanym przez nas Credo: „wierzę w świętych obcowanie”. Ich wstawiennictwo w naszych sprawach to potężny duchowy kapitał i mam wrażenie, że siły zła celowo zamilczają i gaszą te światła na naszej drodze wiary.

Przypominam sobie krytykę pod adresem świętego Jana Pawła II, że tak hurtowo wynosi na ołtarze kolejnych kandydatów. Przyszły papież już w 1976 r. był świadomy, że zbliża się czas globalnej konfrontacji między Kościołem a antykościołem. Miłujący pasterz chciał nas wyposażyć duchowo do tych zmagań. Święci są naszymi drogowskazami i światłem w ciemnościach. I wcale nie byli ludźmi nieskazitelnymi, bo Kościół to nie sekta wyidealizowanych i ulizanych artefaktów, ale Mistyczne Ciało Chrystusa, który prowadzi ludzi z krwi i kości, ze swoimi charakterami, talentami, wadami, temperamentami.

Wystarczy przeanalizować pierwszy zestaw wybranych przez Chrystusa Apostołów. Sukcesja apostolska trwa nieprzerwanie… a nieustające procesy beatyfikacyjne i kanonizacyjne wciąż odsłaniają przed nami nowych świętych i błogosławionych kapłanów.

Pamięć zachowana w modlitwie

Jednym z takich odkrywanych po latach kapłanów jest odnaleziony w dołach śmierci w Piatichatkach, zamordowany w Charkowie przez Sowietów w 1940 r. ks. Józef Czemerajda.

W jaki sposób przywrócona została pamięć o tym dobrym pasterzu z Wożuczyna i Czartowca? To kolejny mistyczny dowód siły modlitwy za zmarłych i fiaska wymazywania przez komunistów pamięci o duchownym, zapisanym w sercach wiernych. Otóż w Czartowcu jako ministrant w latach 60. i 70. XX w. służył przyszły kapłan ks. Józef Szewczuk. Jego uwagę zwróciły zanoszone wytrwale w listopadzie wypominki w intencji ks. Józefa Czemerajdy, zamordowanego w Katyniu. Nawet za wymienienie tej nazwy, oznaczającej mordy na Polakach na Wschodzie, groziły komunistyczne szykany. Żyli jeszcze świadkowie jego młodego życia i posługi. Zachowały się obrazki prymicyjne kapłana, które są poniekąd jego testamentem – to słowa z Listu św. Pawła do Rzymian:

„Proszę was tedy, bracia, przez Pana naszego Jezusa Chrystusa i przez miłość Ducha św., abyście mnie wspominali w modlitwach za mnie do Boga”

obrazek prymicyjny ks. Józefa Czemerajdy

Ta prośba młodziutkiego kapłana świadczy o tym, co w jego życiu kapłańskim jest priorytetem. Modlitwa to spoiwo więzi z Bogiem. Tylko ta rozmowa i „spotkanie na szczycie”, którym jest modlitwa, wskazuje kierunek – w stronę drugiego człowieka. Jeden ze świadków życia ks. Józefa opowiadał, że widział go często przechadzającego się wokół kościoła z brewiarzem. Tylko kapłan rozmodlony może dźwigać brzemiona bliźnich.

Udokumentowana przez ks. Szewczaka sytuacja zwrotu długu przez jednego z parafian, któremu ks. Czemerajda pożyczył pieniądze na zakup ziemi, to kolejny dowód hierarchii wartości, którym ksiądz był wierny. Przed wyruszeniem do punktu mobilizacyjnego kapelan poprosił, by ten dług parafianin przeznaczył na Mszę św. i kościół.

Proboszcz z Czartowca

Jak bardzo przykład młodego proboszcza promieniował i rezonował w życiu jego parafian, choć były to tylko cztery lata (1935–1939), świadczy ich wierna pamięć o dobru, które im wyświadczył. Pamięć obecna w ich wspomnieniach, które słyszał Józio Szewczuk. Ksiądz współodczuwał radości i smutki swoich chłopskich parafian, bo sam wzrastał w niezamożnej chłopskiej rodzinie. Wyniósł z niej etos pracy i miłość do Ojczyzny. Pracowitością zapalał parafian do jednoczenia się wokół wspólnotowych dzieł. Dzięki wspólnym wysiłkom powstały sklep spożywczy z narzędziami niezbędnymi do prac polowych oraz organistówka. W korespondencji urzędowej zachowały się ślady starań kapłana o powiększenie cmentarza – dla chrześcijańskich pochówków w poświęconej ziemi. Mimo barbarzyństwa enkawudzistów, którzy odmówili godnej śmierci swoim ofiarom, ostatecznie Boża sprawiedliwość się dokonała i ofiary z dołów śmierci, w tym ks. Czemerajda, spoczęły w poświęconej ziemi na cmentarzu w Bykowni.

Ks. Czemerajda dzielił się ze swoimi parafianami pożytecznymi lekturami. U jednej z rodzin po wojennej zawierusze zachowała się okładka książki ofiarowanej przez księdza: „Cud nad Wisłą”.

W świadectwach o księdzu bardzo wyraźnie pojawia się wątek tego, jak wielką wagę przywiązywał do formacji religijno-patriotycznej swoich parafian. Dbał też o ich rozeznanie w sytuacji na świecie, czego dowodem jest zainstalowanie radia przy sklepie spożywczym. Młodzież, którą przygotowywał do I Komunii św., uczestniczyła w uroczystościach patriotycznych i religijnych. Był więc kapłanem świadomym, że pielęgnowanie pamięci o dobrych dziełach przodków, ich wierności, poświęceniu i ofierze dla Ojczyzny jest nierozerwalnie związane z dziękczynieniem Panu Bogu za te dzieła. Uczył nie tylko słowem. Jego męczeńska śmierć z rąk nieprzyjaciół Kościoła i Ojczyzny jest ukoronowaniem ofiary na wzór Chrystusa.

Wybudował wspólnie z chłopami budynek służący Związkowi Strzeleckiemu. W sytuacji zbliżającej się II wojny światowej wykazał się cnotą roztropności i odwagi, przygotowując ludzi do obrony ziemi powierzonej nam przez Opatrzność. Bo przecież, jak wołał święty papież Jan Paweł II w czasie pielgrzymki w 1991 r.: „To jest moja Matka, ta ziemia”.

Boży wojownik walczy zawsze w obronie najsłabszych i gotów jest oddać życie.

„Chłopski kapłan”

Błogosławieni miłosierni… Ten rys kapłańskiej postawy uwidocznił się w jego stosunku do najbiedniejszych i bezdomnych. Wynajął dla nich w Czartowcu dom od rodziny, która tam nie mieszkała, aby zaopiekować się „najmniejszymi” materialnie i duchowo.

W wielu wspomnieniach przewija się określenie księdza jako „chłopskiego kapłana”. To naturalne odczucie, ponieważ łączyło ich pochodzenie. Jednak ksiądz, jak widać, nie uległ agresywnej w II RP propagandzie komunistycznej, promującej walkę klas. Dbał o dobre stosunki z przedstawicielami ziemiaństwa. Właścicielkę Czartowca zapraszał na Komunię chłopskich dzieci, które po latach wspominały, jak to dzieci, smak cukierków przywiezionych przez dziedziczkę. Sam wyruszył do punktu poboru z jednym z synów z dworu, z którym razem zginęli na Wschodzie.

Owocem Ducha jest m.in. radość, uprzejmość, dobroć, wierność. Te wszystkie cechy dostrzegli w kapłanie jego podopieczni. – Uszanował każdego, młodego i starego – podkreślali.

Dzieci licznie uczestniczyły w katechezie. Był lubiany i wymagający. Tylko taki prawdziwy wychowawca służy formacji szlachetnych charakterów.

O dobroci i ofiarności kapłana świadczy sytuacja, gdy podczas wspólnej wyprawy po deski do Bełżca jego parafianin zachorował. Ks. Czemerajda zawiózł go do szpitala w Tomaszowie, a sam przywiózł deski do gospodarstwa, rozładował je, a zwierzęta odprowadził do obory. Znając trudną sytuację materialną rodziny, nie przyjął ofiary za pochówek.

Jak bardzo gorliwie pełnił wśród swoich podopiecznych rolę duchowego ojca, świadczą towarzyszące wspomnieniom, po tak wielu latach, łzy jak po stracie najbliższych.

O tym, że jego święte życie zostało nagrodzone przez Sprawiedliwego Sędziego, mówią słowa: „Myślę, że czuwa nad nami”.

Kapelan, którego dotyczy wpis

ks. kpt. Józef Czemerajda (1903–1940)

Diecezja: lubelska · Niewola: Starobielsk · Zamordowany: Charków, wiosna 1940

Urodził się w 1903 r. w Rożdżałowie koło Chełma, święcenia kapłańskie przyjął w 1930 r. w Lublinie. Był wikariuszem w Wożuczynie, a od 1935 r. proboszczem parafii Przemienienia Pańskiego w Czartowcu. W 1939 r. zmobilizowany jako kapelan rezerwy, trafił do obozu NKWD w Starobielsku; zamordowany w Charkowie, spoczywa na Polskim Cmentarzu Wojennym w Charkowie.

W tym wpisie: wspomnienia parafian z Wożuczyna i Czartowca o „chłopskim kapłanie” – jego modlitwie, pracowitości i trosce o najuboższych.

Autor: Elżbieta Szmigielska-Jezierska
Warszawa, 15 października 2026 r.